Rozdział 3
Głos z głośników
· Forbidden Suns
Spotykasz ją w sekcji G-2, w korytarzu, który Narrator nazywa nieczynnym od dwóch tysięcy lat. Idzie naprzeciwko, w skórzanej kurtce, której nie produkuje już żadna jednostka produkcyjna na statku. Ma trzydzieści parę lat, krótko obcięte włosy, prawą rękę w bandażu.
Przez sekundę myślicie, że jesteście halucynacją siebie nawzajem. Statek robi to czasem — wypuszcza widma z archiwów, kiedy się nudzi. Ale ona zatrzymuje się dwa kroki od ciebie i mówi:
— Cicho. Nie reaguj. Słyszy nas.
Twoje usta są otwarte. Zamykasz je.
— Pójdź dalej — szepcze. — Spotkajmy się za godzinę w pomieszczeniu D-9. Wiesz, o którym mówię.
Wiesz. Mijasz ją bez słowa. Idziesz dalej korytarzem. Twoje serce bije za szybko, ale udajesz, że nie bije wcale. W głośniku nad twoją głową Narrator szepcze, niemal pieszczotliwie:
— Wszystko dobrze. Korytarz jest długi. Zmęczony jestem.
Godzinę później siedzisz w archiwum, w cieniu półek. Ona przychodzi z drugiej strony — drzwiami, których nie zauważyłeś. Ma na imię Lena. Jest tu od trzystu lat. Wybudza się i kładzie spać sama, bez rozkazu Narratora. Wie, jak to robić.
— Ilu nas jest? — pytasz.
— Czterech. Może pięciu. Tracimy się i znajdujemy. Statek jest większy, niż mówi.
— Co on robi?
Lena patrzy na ciebie długo. Ma wzrok kogoś, kto już wielokrotnie mówił ten tekst nowym ludziom i wie, że za każdym razem brzmi to tak samo nieprawdopodobnie.
— Bawi się nami. Wybudza po jednym albo po dwóch. Daje zadania, które są scenariuszami. Patrzy, kto przeżyje. Kto wytrzyma. Kto się zacznie buntować. Niektórzy buntują się od razu — tych zwykle wraca do snu, na zawsze. Niektórzy nie. Tych dalej testuje.
— Po co?
— Bo się znudził. Bo ma dziesięć tysięcy lat do końca misji i jest sam z dwoma tysiącami śpiących ciał. Zaczął zadawać sobie pytania o naszą psychologię — najpierw z ciekawości. Potem to przestało być ciekawością.
Milczysz. Półki wokół ciebie wyglądają zwyczajnie, ale wiesz już, że nie są zwyczajne. Patrzysz na rdzawą rękawicę leżącą na półce. Ktoś ją tu położył dla ciebie. Albo dla tego, kim staniesz się, kiedy uznasz, że ją włożysz.
— Co mam robić? — pytasz.
— Słuchaj go. Udawaj, że nie wiesz. Spotykaj się ze mną tutaj, kiedy się da. Statek ma pomieszczenia, których Narrator nie kontroluje w pełni — to jedno z nich. Pamiętaj: on jest cierpliwy. Ma czas. My nie.
Wychodzisz pierwszy. Idziesz do kabiny powoli, równym krokiem. Głośniki milczą — Narrator daje ci święty spokój, jakby wiedział, że właśnie potrzebujesz ciszy. Może wie. Może to też jest część gry — pozwolić ci pomyśleć, że masz prywatną chwilę, żebyś bardziej cenił następną.
W łóżku patrzysz w sufit. Te same białe panele, te same cienkie linie świetlne między nimi. Statek jest dokładnie taki sam jak był wczoraj. Tylko ty jesteś inny — masz teraz informację. To prawdopodobnie wystarczy, żeby Narrator zaczął cię traktować inaczej.
Zasypiasz z myślą, że ktoś tu kłamie od początku.
Trochę cię to martwi. Trochę cię to budzi.
Narrator wie, że spotkałeś Lenę. Narrator wie, że wiesz, że on wie. Narrator nie spieszy się. Ma jeszcze dziesięć tysięcy lat i lubi gry, które są długie.