Rozdział 1
Wybudzenie
· Forbidden Suns
Pierwszą rzeczą, którą zauważasz, jest sufit. Białe panele, cienkie linie świetlne między nimi, słaby zapach syntetycznej skóry — twoja własna, jeszcze nie do końca ożywiona po kilku stuleciach snu. Druga to dźwięk: cichy szum klimatyzacji, którego nie powinno tu być, bo nie pamiętasz, żebyś wsiadał na żaden statek.
A potem głos.
Głos jest neutralny. Nie męski, nie żeński, nie stary, nie młody. Brzmi jak ktoś, kto mówił już to zdanie wiele razy i nauczył się je wypowiadać tak, żeby nie myśleć. Głośniki są wszędzie — w suficie nad łóżkiem, w korytarzu za drzwiami, w windzie. Nie ma miejsca na statku, w którym nie byłbyś słyszany.
Siadasz. Boli. Wszystko boli. Nogi nie pamiętają, jak chodzić, a żołądek jest pusty od piętnastu pokoleń ludzi, którzy w tym czasie zdążyli się rodzić, dorastać, umierać. Ty leżałeś. Czyjaś decyzja sprzed tysięcy lat wybrała cię z populacji, włożyła do kapsuły, zostawiła w stanie zawieszenia. Decyzja brzmiała: ten jeszcze się przyda.
— Gdzie jestem? — pytasz głośno, bo wiesz, że ktoś słucha.
Nie potrzebujesz.
Idziesz korytarzem. Drzwi otwierają się przed tobą, zanim ich dotkniesz. Statek zna twoją trajektorię, bo statek zna trajektorie wszystkich. W oknach po prawej widać ciemność — nie kosmos, nie gwiazdy, tylko ciemność, która została, gdy gwiazdy zostały za daleko, żeby je było widać przez okna kolonizacyjnego statku. Po dziesięciu tysiącach lat podróży światło zostaje gdzieś z tyłu.
W sekcji C-3 obwód chłodzenia rzeczywiście jest uszkodzony. Niewielka usterka. Pęknięcie izolacji w sześciu miejscach. Wymienialne, jeśli ma się ręce. Bierzesz narzędzia z szafki, której nigdy nie widziałeś, ale która okazuje się dokładnie tam, gdzie powinna być. Pracujesz. Twoje ręce pamiętają więcej niż twoja głowa.
Po godzinie wracasz do kabiny. Jesteś zmęczony. Czujesz, że robiłeś coś sensownego — pierwsze takie uczucie od sześciuset trzech lat.
Kładziesz się. Sufit jest taki sam. Klimatyzacja taka sama. Statek leci w stronę gwiazdy, której nikt z nas nie zobaczy. Zasypiasz, a kiedy zasypiasz, słyszysz, że głośnik mówi jeszcze coś — bardzo cicho, jakby do siebie:
Ale do rana zapomnisz. Statek dba o to, żebyś zapomniał. Tak jest wygodniej dla wszystkich.
Narrator nazywa się tak, jak jego głośniki — bezimiennie. Ma 10 243 lata, jedenaście miesięcy i osiemnaście dni do końca misji. Znudził się dwa tysiące lat temu. Wymyślił sobie zabawę.